Ludwik Loren

Podróżnik, filantrop, marzyciel, filozof, wizjoner, romantyk i pozytywista. W wieku sześciu miesięcy nauczył się mówić, w wieku ośmiu – pisać prozą. Wierszowanie trzynastozgłoskowcem opanował na tydzień przed pierwszymi urodzinami.
Mając trzy lata zaaplikował na University of Cambridge, jednak jego kandydatura została odrzucona. “To oni mogliby się uczyć od niego, nie on od nich”, napisali. Postawił więc na samokształcenie i pracę u podstaw. Między czwartym a ósmym rokiem życia kierował misją humanitarną w Somalii, podobno gołymi rękami wykopał trzynaście studni głębinowych. Nocami czytał Homera i Kierkegaarda. Czasem M. Musierowicz.
Po powrocie do kraju członek rad nadzorczych we wszystkich spółkach WIG20. Od dwunastego roku życia osobisty sekretarz i doradca prezydenta. Którego? Wszystkich. Ze względu na skłonność do unikania medialnego rozgłosu nazywany kardynałem Richelieu polskiej polityki.
Jego jedyną życiową porażką było niepojawienie się na własnej studniówce. Przygwożdżony ogniem zaporowym przeważających liczebnie rebeliantów nie zdążył na helikopter mający odeskortować go do Europy. Złamał nic niepodejrzewające serce, ale ocalił suwerenność Panamy i zagwarantował stabilność światowego handlu morskiego na najbliższe piętnaście lat.
Teraz, na emeryturze, postanowił zająć się pisaniem fikcyjnych historii. Zaczął od napisania własnej.

O książce

“Czwarte życie”, debiutancka powieść Ludwika Lorena, to rozgrywająca się na przełomie XIX i XX wieku historia o wielkich nadziejach, wielkich ideach, wielkich pieniądzach… i rzuconych pomiędzy to wszystko całkiem małych ludziach.
Spotkanie, do którego nigdy nie powinno było dojść, prowadzi do umowy, której nigdy nie należało zawierać. Nowe możliwości oznaczają nowe wyzwania, nowe wyzwania zaś – powodzenie, ale i zobowiązania, którym niełatwo będzie sprostać. A kiedy kobieta z przyszłością i mężczyzna z przeszłością spotykają się w teraźniejszości, mgliste plany i przemilczane wspomnienia wyznaczają niejasną granicę zaufania, której przekroczenie może skończyć się rozlewem krwi.
Wszystko to – i znacznie więcej – zatopione w baśniowej atmosferze położonego nad oceanem miasta, które miało stać się pierwszą urzeczywistnioną utopią, ale skończyło jako kolejny nieudany raj na ziemi przypominający jego twórcom, co ludzka natura potrafi zrobić z wzniosłymi ideami.
Za kulisami tego przedstawienia kryje się jednak ktoś jeszcze. Ktoś, kto niezauważenie pociąga za sznurki i szampańsko się przy tym bawi.
Ktoś… albo coś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Partnerzy:

{"slides_column":"4","slides_scroll":"1","dots":"true","arrows":"true","autoplay":"true","autoplay_interval":"2000","loop":"true","rtl":"false","speed":"1000","center_mode":"false"}