“Stalowe ostrze z Manhattanu” – odcinek 3

Michał Wichowski

 

 

– Co tak, kurwa, długo? I co ten debil na kasie tak się ciągle śmiał – Teddy nadal trząsł się z zimna i pewnie z paru jeszcze powodów. Ja czułem, że jeszcze chwila i też będę się trząsł, ale ze strachu.
– Spoko, to nie takie proste jak myślisz. Musiałem pogadać z Bogdanem.
– Jakim Bogdanem? – przerwał mi Teddy podnosząc czujnie głowę.
– No tym na kasie, on tu rządzi jak nie ma Starego albo Billy’ego. Wyluzuj, to nie kiosk, nie możesz tak wejść i zaraz cię przyjmą. Zresztą już tu chyba pracowałeś to pamiętasz, nie?
– Pamiętam. Ten chamuś z Łomży mnie właśnie podkablował – Teddy spojrzał na mnie z niechęcią. – Chyba on – dodał, a ja w myślach odetchnąłem z ulgą.
– To nie on, nic mi przynajmniej nie mówił. Pogadałem z nim. A on pogada z Billym. Przyjdź za godzinę. Wtedy Billy już będzie. Da się wszystko załatwić.

Teddy patrzył na mnie, zmrużył oczy jeszcze bardziej, o ile można zmrużyć bardziej te szpary, które miał i powiedział próbując panować nad drżeniem głosu.

– A tylko mnie, kurwa, spróbuj wyruchać. To wypruje ci flaki, okręcę ci nimi szyję i zaduszę.

I wyjął nadspodziewanie szybko rękę z kieszeni. Coś błysnęło, zaklikało i przez moment wyglądało jak srebrna zapalniczka, ale tylko przez moment – po chwili Teddy trzymał w dłoni nóż. To był motylek, nóż który miał rączkę składającą się z dwóch części między którymi chowało się ostrze. Złożony wygląda trochę jak miniaturowe nunchaku.  Pierwszy raz widziałem takie coś właśnie tutaj w Ameryce. Mieszkałem w polskiej dzielnicy, a na jej obrzeżach są ulice zamieszkane przez Latynosów, oni lubię szczególnie takie zabawki. Może to sprawa rasy, nie znam się i nie jestem rasistą. Sprawdziłem kiedyś w książce, taki rodzaj noża pochodzi z Filipin, tam nazywa się  balisong, i jest w ich kulturze już od dawna. Moi sąsiedzi z ulicy pochodzili z Dominikany, a Teddy… a Teddy jest z dworca autobusowego na 42. ulicy.

– No co ty Teddy?! Przecież powiedziałem, że załatwiłem to załatwiłem. Nawet nie wiesz jakich cudów dokuję.
– Się przekonam. Za godzinę, nie? – i nóż w jego dłoni zamachał metalowymi skrzydłami, i powędrował z powrotem do kieszeni, tak samo szybko jak, się pojawił.
– No – czułem, że zaschło mi w gardle, nogi miałem jak z waty .

Teddy odwrócił się bez słowa i przeszedł na drugą stronę ulicy. Nawet się nie obejrzał. Spojrzałem na zegarek, była już prawie dwunasta, zaraz zaczynam swoją zmianę, a za jakieś pół godziny przychodzi Billy. Wziąłem głęboki wdech – powietrze miało zapach przypalonego oleju spożywczego, środków czystości i lekko psujących się liści. Nowojorska jesień w pełnym rozkwicie. Wykastrowana z romantyzmu motylkowymi nożami przez takich jak Teddy.

– Kostek, dawaj do środka, stolik masz.

W drzwiach restauracji stała Baśka, moja partnerka z nocnej zmiany. Siostra Teddy’ego. Sprawy zaczynały się komplikować.

Odcinek 4 TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Partnerzy:

{"slides_column":"4","slides_scroll":"1","dots":"true","arrows":"true","autoplay":"true","autoplay_interval":"2000","loop":"true","rtl":"false","speed":"1000","center_mode":"false"}